MST

Przejście do firmy KM-Net

olszser1

owywoz

nitus3

 Siłaczka Maria w Stanisławowie
okongrupaW poniedziałek rano wyjeżdżamy z Obertyna. Z nami zabiera się Wasyl, który jedzie do pracy w Tarnowie. Wasyl to taka „złota rączka”, facet który żadnej pracy się nie boi. Tu w Obertynie ma gospodarstwo dwuhektarowe, które jest spadkiem po byłym kołchozie. Jak ktoś pracował więcej niż 10 lat w kołchozie, to potem dostawał 2 ha. Mama Wasyla pracował ponad 10 lat, no to dostała. Ziemia tu żyzna, ale trzeba mieć czym ją obrabiać, a nie za bardzo jest czym. Przyszli Niemcy, zaproponowali dobre warunki dzierżawy, no to ludzie to co dostali po kołchozie oddali Niemcom. Niemcy przywieźli duże, nowoczesne maszyny, wystawili bazę i niektórym miejscowym dali jeszcze zatrudnienie. Nasz Wasyl mówi, że dobrze płacą, a najlepiej tym, którzy robią przy opryskach, tyle tylko, że porobisz przy tych opryskach 8 – 10 lat i do piachu. Wasyl pracował przy schodkach koło Kopca, to prezes Julia poleciła nam go jako pasażera.

mariaŻegnamy się z naszymi obertyńskimi Polakami, z siostrą Galiną i jedziemy w stronę Stanisławowa. Ja jestem szczególnie szczęśliwy, bo nawigacja Damianowi nie działa, więc zamiast ja, za nawigację ma robić Wasyl – tak to sobie wykombinowałem. W Stanisławowie jesteśmy umówieni „na kawę” z Marią Osidacz – dyrektor Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego. Janusz Krzyżak zna to miejsce, bo jako ekspert MISTiA uczył w Stanisławowie demokracji zachodniej. Podjeżdżamy pod siedzibę Centrum i idziemy na tą kawę. Przy wejściu wita nas dyrektor Maria. Maria Osidacz to młoda, rezolutna dziewczyna, która ma sprecyzowany plan na swoją karierę zawodową. Plan zakłada, że Maria zostanie ministrem kultury. Tymczasem niepozorne wejście do Centrum kryje za sobą iście europejską instytucję. Jest tu gabinet organizacji pozarządowych, sala wykładowa i multimedialna, biblioteka i pokój kawowy, a dla kierowców pokój odpoczynku no i na dodatek profesjonalne studio radiowe. Miasto przekazało lokum dla Centrum w formie tzw. dzierżawy wieczystej, a działalność Centrum finansowana jest przez Polskę. Maria opowiada nam o realiach pracy w Stanisławowie (Iwano-Frankiwsku), a nie są to komfortowe warunki pracy. Po pierwsze; polskie organizacje jak to bywa, miast razem współpracować, wolą rywalizować. Po drugie; tutejsze władze niezbyt cieszą się z propagowania polskości i wykorzystują każdą sposobność, aby dać temu wyraz. Po trzecie; media informacyjne starają się wykorzystać każdą okazję, aby dołożyć Polakom; jak jest jakaś inicjatywa i Polacy nie przyjdą to piszą: widzicie, niby tak starają się kultywować polskość tego miasta, a jak przyjdzie co do czego to ich nie ma, albo; Polacy dopiero za jakiś czas przyłączyli się do inicjatywy mieszkańców Iwano-Frankiwska. Dyrektor Marysia Osidacz nie zraża się tymi „uprzejmościami” i robi swoje. Właśnie za chwilę rozpocznie się kolejne szkolenie dla młodzieży pod tytułem „Przyszłość zaczyna się teraz”, tak więc czasu nie będziemy zabierać Pani Dyrektor ponad umówioną kawę. Przy kawie rozmawiamy z sekretarzem Januszem Krzyżakiem o możliwościach współpracy z Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w sprawie pozyskania kolejnych grantów na wsparcie Polonii w Obertynie. Żegnamy się z polską „Siłaczką” w Stanisławowie i robimy jeszcze przed wyjazdem krótki wypad do centrum miasta, pod ratusz i ruszamy w drogę do Tarnowa i Zakliczyna.

To był bardzo udany pobyt i ze wszech miar pouczający. Nie na darmo mówi się, że podróże kształcą. Zobaczyliśmy kawał żywej historii kresowej. Ci kresowiacy z Wrocławia przy tych z Obertyna wyglądali jak kiedyś Polonusi z Chicago przy nas, co to przylecieli raz na jakiś czas w rodzinne strony z innego świata. Niczym w kapsule czasu przenieśliśmy się wstecz; jakieś 20 może więcej lat, by zobaczyć z jakimi problemami borykają się zwykli ludzie na Ukrainie z którymi my też się mierzyliśmy onegdaj. Tak jak kiedyś u nas, teraz tu marzeniem jest kupić kilkunastoletniego Golfa, który zastąpiłby pamiętającą czasy ZSRR Ładę zwaną tam Żyguli. Żeby tego Golfa kupić, trzeba pojechać do Polski, albo jeszcze dalej i zarobić. Potem może przyjedzie czas na jakiś mały ciągniczek, którym można by było obrobić pole, a potem wyremontować dom, a może wybudować nowy. Skąd my to znamy; lata 80 – te, 90 – te i saksy w Niemczech. Dziś te nasze, z Polski emigracje mają nieco inny wymiar. Jak tak się przyjrzeć na chłodno, to różnicy pomiędzy nami, a nimi wielkiej nie ma; te same marzenia, troski i potrzeby….tylko odłożone w czasie…u nas 20 lat później.

Koniec.

stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow stanislawow stanislawow
stanislawow   

Partner zakliczyninfo

Archiwum


© Oficjalny Portal Internetowy Zakliczyńskiego Centrum Kultury w Zakliczynie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie: M. Papuga. Regulamin witryny www.zakliczyninfo.pl