zpn

Przejście do firmy KM-Net

olszser1

owywoz

nitus3

kttMimo, że nie mogłem uczestniczyć we wszystkich kongresowych wydarzeniach, to III Kongres Kultury Regionów był moim kongresem ze względu na temat, dobór wydarzeń oraz gwiazd tych wydarzeń. Jednym z tych wydarzeń był panel pod tytułem „Granice zadomowienia”. Podczas tego panelu, w którym Organizatorom udało się zgromadzić znakomite grono „noworodaków”, owi noworodacy zgodzili się na swoistą, psychologiczną wiwisekcję, którą – jako moderatorzy panelu – przeprowadzili na gościach; Małgorzata Broda, której sylwetkę przybliżyłem Państwu w poprzednim artykule kongresowym oraz Krzysztof Trebunia – Tutka (na zdjęciu) .

Tak, to ten Trebunia – Tutka; architekt, muzyk, pedagog, z urodzenia i zamiłowania – góral i zakopiańczyk, założyciel i lider rodzinnego zespołu Trebunie-Tutki, twórca prekursorskiego nurtu Nowej Muzyki Góralskiej. Współpracuje z wybitnymi artystami z różnych stron świata: Adrianem weronikaSherwoodem i Andrew Cronshaw z Wielkiej Brytanii, Twinkle Brothers z Jamajki, Ordo Sakhna z Kirgistanu, a ostatnio z Quintetem Urmuli z Gruzji. Krzysztof Trebunia – Tutka jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd Kongresu. Wśród zaproszonych gości, którzy na własnym przykładzie opowiadali o swoich granicach zadomowienia, postaci nieszablonowe. Dr Weronika Grozdew-Kołacińska (na zdjęciu)  - etnomuzykolog, pieśniarka o bułgarskich korzeniach, kierownik Pracowni Etnomuzykologii Instytutu Sztuki PAN, koordynator Pracowni Muzyki Tradycyjnej Instytutu Muzyki i Tańca oraz współzałożycielka i prezes Polskiego Seminarium Etnomuzykologicznego. Do 2015 roku organizowała wraz z Muzeum Powstania Warszawskiego akcję muzyczną „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Jak powiedziała podczas panelu, dotąd, dopóki w projekt nie wmieszała się telewizja, to były spontaniczne spotkania warszawiaków, którzy wspólnie z niewyreżyserowaną radością śpiewali piosenki patriotyczne. Pani doktor pięknie śpiewa. Zaśpiewała dla nas piękną, ludową pieśń, która należy do bułgarskiego kanonu kulturowego. Elsi Adajew jest czeczeńskim imigrantem, muzułmaninem, prezesem Fundacji Sintar im. Issy Adajewa działającej na rzecz edukacji oraz integracji polsko-czeczeńskiej. Elsi założył fundację, która nosi imię jego taty by realizować jego testament, Jako dziecko uciekające z rodziną z kraju ogarniętego wojną zapamiętał okropności wojennej rzeczywistości i postawę ojca. W Polsce nie było mu łatwo. W roku 2001 chodził do jednej z warszawskich szkół podstawowych. Gdy doszło do zamachu na Word Trade Center, polscy rówieśnicy zaczęli wyzywać go od terrorystów. Nie mówił dużo o przykrościach, za to wspominał dobrych ludzi, którzy stanęli na ich drodze w Polsce. Bo jak mówił ojciec Elsiego – Issa; zachowuj zawsze pamięć o dobrych ludziach i o dobru którego od nich doświadczyłeś, z tego co spotkało cię złego, wyciągaj wnioski. Vitalina i Michał Pastuchowie (na zdjęciu), to ukraińskie małżeństwo, które do Szczurowej ściągnął zamiłowany w folklorze wójt Marian Zalewski. pastuchowieVitalina obroniła doktorat na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki, badając taniec sceniczny okresu międzywojennego we Wschodniej Galicji, a Michał spisywał i aranżował stare pieśni ludowe, pracując z chórem i zespołem wokalnym w szkole muzycznej. W Szczurowej założyli i są instruktorami Szkółki Muzykowania Ludowego „Pastuszkowe Granie”, w której dzieci i młodzież uczą się gry na tradycyjnych instrumentach kapeli krakowskiej – heligonce, skrzypcach, basach, żeby wspólnie muzykować i poznawać tradycyjne pieśni, przyśpiewki i tańce regionalne. Vitalina i Michał Pastuchowie założyli też i współtworzą młodzieżowy zespół regionalny „Scurosko Magierecka”, z którym koncertują w kraju i za granicą. Opowiadali o swojej życiowej drodze na Ukrainie i w Polsce. Michał bardzo ciepło wspominał swoją babcię i jak mówi, teraz jest najbardziej wschodnim krakowiakiem wśród Krakowiaków Wschodnich. Małżeństwo Pastuchów podarowało nam piękną ukraińską piosenkę zaśpiewaną na dwa głosy. O kulturze cygańskiej, albo jak to się od niedawna przyjęło nazywać, kulturze romskiej opowiadała Teresa Mirga, która wywodzi się z Cyganów Karpackich, jednej z czterech grup cygańskich w Polsce. Ta właśnie grupa od kilku wieków prowadzi osiadły tryb życia. Swoją twórczość prezentuje podczas solowych występów oraz wspólnie z zespołem Kałe Bała, który działa od 1992 roku. Teresa Mirga jest także poetką mającą na swoim koncie trzy tomiki wierszy. Obok utworów własnych Teresy Mirgi i melodii Cyganów węgierskich, zespół Kałe Bała wykonuje także pieśni należące do tradycji muzycznej Cyganów na Słowacji i Bałkanach oraz stare pieśni Cyganów Karpackich w tradycyjnych i w zupełnie nowych opracowaniach. Kolejny gość panelu, to Julia Doszna - wybitna pieśniarka, niestrudzona animatorka łemkowskiego życia kulturalnego. Występuje z koncertami w całej Polsce, na Ukrainie i w kilkunastu krajach Europy oraz Ameryki Północnej. Jako pieśniarka słynie z fascynującego głosu – mieliśmy okazję na żywo poznać ten unikalny głos. W estradowym repertuarze ma ludowe pieśni liryczne, religijne i obrzędowe. Jej dorobek fonograficzny to blisko dziesięć płyt. Przy tym wszystkim pani Julia to niezwykle skromna osoba. Grupę panelowych noworodaków zamykała Magda Miller. Ona z łódzkiej familii herbowej, jej mąż Krakus, a ich wymarzone siedlisko mieści się w Kwiatonowicach. Wraz z mężem kupiła, a następnie odrestaurowała zdewastowany zabytkowy dwór w Kwiatonowicach, za co w 2015 roku otrzymała nagrodę krajową Senatu RP i tytuł „Strażnik Dziedzictwa Rzeczypospolitej.” Była też na Świecie fasoli w Zakliczynie i jak mi powiedziała, było to tak dawno, że trzeba by się wybrać znów i zobaczyć, jak impreza się ma po tylu latach. Po co piszę o tym panelu i tych barwnych postaciach. W Polsce znów za sprawą smutnych incydentów podczas Marszu Niepodległości w Warszawie w dniu 99. rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości, ożywiła się dyskusja na temat naszych i obcych, prawdziwych i nie prawdziwych Polaków. Otóż kilka tygodni wcześniej w Nowym Sączu miałem okazję poznać i posłuchać tych „obcych”. Wszystkich ich łączy to, że nagle – nie zawsze z własnej woli – znaleźli się w innym miejscu na ziemi, w innej kulturze, środowisku religijnym i społecznym. Na ich tle jedynym „prawdziwym pniokiem” był Krzysztof Trebunia-Tutka, góral od kilku pokoleń, z muzykanckiej rodziny, ale przecież taki tischnerowski góral, bo otwarty na nowych przyjaciół niezależnie od miejsca pochodzenia i koloru skóry.  Prof. dr hab. Józef Kąś na zakończenie panelu zabrał głos, mówiąc tak - „…. nasuwa mi się jeden wniosek: - trzeba wyciąć, wyrąbać, zaorać i usunąć ze świadomości społecznej te wszystkie „pnioki, krzoki i ptoki….” Ba! Prof. dr hab. Józef Kąś – kongresowa postać wybitna, pracownik naukowy w Katedrze Historii Języka i Dialektologii Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, a tak normalnie to człowiek z sercem na dłoni. Nie ubiera słów w zbędne ozdobniki, po prostu mówi, co mu w duszy gra. Tyle tylko, że w Kongresie mogło uczestniczyć około 300 osób, a ilu z moich koleżanek i kolegów zechce się podzielić wrażeniami z Kongresu ? Wszak to kongresowe przesłanie zostało bardzo dobrze spuentowane w zdaniu: „ ….Najważniejsze żebyś był dobrym człowiekiem, żebyś – zachowując swoją odrębność – szanował odrębność bliźniego, sąsiada, kogoś, kogo spotykasz na swojej drodze….”

 

Jakże to pięknie koresponduje z fragmentem homilii, którą prymas abp Wojciech Polak wygłosił podczas Mszy św. za Ojczyznę, sprawowanej w 99. rocznicę odzyskania niepodległości, 11 listopada 2017 w katedrze gnieźnieńskiej: „…Czy nie mają w tym miejscu racji biskupi polscy, którzy w swym dokumencie na temat chrześcijańskiego kształtu patriotyzmu jasno nas ostrzegają zarówno przed egoizmem indywidualnym, związanym z obojętnością na los wspólnoty narodowej, jak i przed egoizmem narodowym, szaleńczym nacjonalizmem, o którym św. Jan Paweł II mówił w ONZ, że kultywuje poczucie własnej wyższości, zamyka się na inne wspólnoty narodowe oraz wspólnotę ogólnoludzką. Zatem człowiek ewangelicznej wierności i uczciwości, prawdziwy patriota – jak uczył papież Polak – nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i ofiary….”

granice granice granice
granice granice granice
granice granice granice
granice granice granice

 

 

Partner zakliczyninfo

Archiwum


© Oficjalny Portal Internetowy Zakliczyńskiego Centrum Kultury w Zakliczynie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie: M. Papuga. Regulamin witryny www.zakliczyninfo.pl