uzm

Przejście do firmy KM-Net

reklama2020

olszwywoz

 

PatriotyczneSzczyt Mogiła wznosi się na wysokość 478 m n.p.m. Tuż obok szczytu, kierując się traktem leśnym na wschód, znajduje się szpitalik leśny partyzantów Armii Krajowej i mogiły wraz z pomnikiem partyzantów poległych 26 października 1944 roku. Zgodnie z ugruntowaną tradycją, w najbliższą niedzielę, 27 września, na Mogile odbędzie się uroczystość patriotyczno – religijna upamiętniająca 76. Rocznicę krwawego ataku hitlerowskiego na szpitalik partyzantów AK na Mogile. Uroczystość rozpocznie się o godzinie 10:45. Szczegóły na plakacie obok. Dla obecnych pokoleń, to co działo się 76 lat temu, to już odległa historia.

Wyraz „historia” pochodzi od greckiego słowa ἱστορία (istoria), pierwotnie znaczącego „badanie, dochodzenie do wiedzy” oraz „wiedza zdobyta poprzez badanie”. Herodot użył tego słowa do określenia charakteru swojej pracy rozpoczynającej się słowami „Oto przedstawienie badań” Herodota z Halikarnasu.” Zatem naszym obowiązkiem jest zdobywanie wiedzy poprzez badanie przeszłości poświadczonych pismem świadectw. Namiastkę tego postaram się pokazać w tym artykule.

 

W kronice nieistniejącej już Szkoły w Dzierżaninach, na temat tego wydarzenia zamieszczono taką notkę:

 

W dniu 5 października 1944 roku nastąpiło starcie partyzantów z Niemcami w lasach stróżkich, na Patrii – „Mogiła”. W walce tej poległo 10-ciu partyzantów. Podczas tej walki Niemcy rozbili granatami budynek, zaplecze socjalne robotników leśnych wraz z kancelarią polową leśniczego. W tym czasie był w budynku, jak Niemcy go zniszczyli podczas walki, szpitalik partyzancki, którym kierował lek. med. Władysław Mossoczy z Brzeska. Był on spokrewniony z gen. Tadeuszem Klimeckim, który zginął razem z gen. Władysławem Sikorskim w Gibraltarze. W. Mossoczy poległ w tej walce na tej „Mogile” w Stróżkim lesie. – W dniu 6 października, na drugi dzień po tej walce, Niemcy zniszczyli 11-cie sztuk bunkrów ziemnych, które służyły za schronisko partyzantom. Były one usytuowane w odległości około 800 metrów bieżących od budynku kancelarii leśniczego w tzw. rewirze „Kokocz” nad Borową.”

 

Są w dziejach wydarzenia, które będąc słabo oświetlone przez źródła historyczne obrastają legendą nie mającą szerszych podstaw. Dotyczy to także zniszczenia przez hitlerowców szpitalika partyzanckiego na Mogile, 5 października 1944 roku. Istniejące opracowania tego tematu zawierają często elementy innych działań zbrojnych w terenie. W rezultacie czytamy o akcji partyzanckiej, której w rzeczywistości nie było. Prezentowane (w wydaniu wrześniowym Głosiciela z 2011 roku – p.KD) tu wspomnienia Łucji Milczewskiej oparte na relacjach jej najbliższej rodziny: dziadków - Józefa i Józefy Czuba, rodziców – Kazimierza i Marii Czuba oraz wuja Jana Magiery i cioci Zofii Musiał z domu Magiera. Wszyscy oni byli w konspiracji i służyli bezpośrednią pomocą partyzantom przechowując broń, dostarczając żywność, itp. W ich domu schronił się też jedyny ocalały świadek pogromu szpitalika – tak pisała Ewa Jednorowska we wrześniowym wydaniu „Głosiciela” w 2011 roku, do którego lektury zachęcam  (wersja elektroniczna dostępna jest na Zakliczyninfo: http://zakliczyninfo.pl/archiwum/nr9.pdf  - artykuł pod tytułem "Cała prawda o placówce Zygmunt II" zaczyna się na stronie 16 - tej)

 

Tytułem zachęty do „Spotkania refleksyjnego”, które odbędzie się po mszy świętej polowej koło szpitalika partyzanckiego AK na Mogile, fragment relacji pani Łucji Milczewskiej:

 

„…W gajówce bo tak ją nazywano było kilku chorych. Lekarz Dr Mossoczy zaopatrzył ich pożartował z nimi i począł wykład o tym jak należy podwiązywać opatrunki w wypadkach upływów krwi z powodu ran. Wszyscy słuchali z zainteresowaniem, bo wiedzieli, że chodzi tu o życie własne i swoich najbliższych współkolegów. W izdebce było ciasno. Czuć było zapach tytoniu. Dym przesłaniał widok na zewnątrz. Dochodziła godzina 11sta,40 gdy jeden z sanitariuszy wyglądnąwszy oknem na drogę leśną zobaczył podkradających się pod budynek uzbrojonych Niemców. Na jego krzyk „Chłopcy, szwaby nas otaczają” zrobił się ruch i zamieszanie w izdebce. Wszyscy potracili chwilowo głowy. Broni przy sobie partyzanci nie mieli, bo idąc na wykład pozostawili ją w bunkrach. Tylko lekarz Mossoczy Władysław miał pistolet przy sobie, oraz żołnierz AK Władysław Chrzan z Biskupic posiadał karabin zwykły. On to wypadł z chatki w zarośla i począł prażyć ogniem karabinu w stronę Niemców. Tymczasem lekarz Mossoczy uspokoił pozostałych i nakazał im pojedynczemi skokami opuszczać zagrożoną chatkę. Niedługo strzelec Chrzan mógł osłaniać kolegów. W toku walki nie zauważył, że z flanki poszły na niego kule niemieckie. Zginął przy karabinie. Teraz Niemcy przypuścili szturm do gajówki. Prażyli w nią z karabinów maszynowych. Obrzucali ją granatami. Tymczasem reszta partyzantów znajdująca się w lesie poczęła spieszyć z pomocą osaczonym. Odezwały się wystrzały karabinów partyzanckich. Grzmiała palba. Echo niosło walkę po jarach i wądołach lasu…”

 

Dodam na końcu tylko to, że wspominany w relacji partyzant AK z Biskupic Melsztyńskich Władysław Chrzan w istocie nosił nazwisko Krzan, o czym jakiś czas temu poinformował mnie potomek tego zacnego skądinąd rodu.

Partner zakliczyninfo

wizytówka

Archiwum


© Oficjalny Portal Internetowy Zakliczyńskiego Centrum Kultury w Zakliczynie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie: M. Papuga. Regulamin witryny www.zakliczyninfo.pl | Zasady przetwarzania danych osobowych