Przejście do firmy KM-Net

olszser1

owywoz

nitus3

Czasy św. Świerada

ktrycerzeWyrzućcie do kosza opowieści o tym, że czasy średniowiecza to mrok dziejów, stagnacja cywilizacyjna, a podstawowe symbole tej epoki to zakuty w zbroję rycerz na stąpającym ciężko koniu, chłopi przypisani do ziemi w majątku pana oraz pogrążeni w modlitwie zakonni braciszkowie i siostrzyczki. Owszem są rycerze, a jak są rycerze to i są wojny. Są bogaci, lennicy, chłopi przypisani do ziemi i wolni ludzie, są też bracia zakonni, księża i biskupi. Ludzie boją się końca świata. Czy przez te 1000 lat aż tak bardzo się zmieniło w tym względzie ? Nie sądzę. Sam przeżyłem co najmniej dziesięć końców świata. Na moich oczach rozpadło się imperium, powstało kilkanaście nowych państw, cywilizacje żyją w permanentnym konflikcie, a wszyscy są tacy nowocześni. Struktura społeczna jest mniej więcej taka sama, jaka była 1000 lat temu, tyle że zmieniło się oprzyrządowanie. Nawet bracia Czesi dziś zachowują się tak jak 1000 lat temu; niby Słowianie, ale jak co do czego przyjdzie, to najlepsi koledzy Niemców. Już wtedy, chrzcili się dwukrotnie dla czeskiego, świętego spokoju. Borzywoj i jego małżonka Ludmiła, panujący w latach 855–891, założyciele kaplicy na Hradczanach w Pradze, przyjęli chrzest według obrządku morawskiego, czyli słowiańskiego. Następca Borzywoja, Spitygniew, przyjął chrzest w Ratyzbonie w Bawarii, według obrządku łacińskiego.

Na początku X wieku na arenę europejską mocno wkraczają Madziarowie, siejąc spustoszenie na terenie Wielkich Moraw i w licznych prowincjach cesarstwa wschodniofrankijskiego. Dopiero w 955 roku na Lechowym Polu w Bawarii (niedaleko Augsburga), w wielkiej bitwie z wojskiem Ottona I, ponoszą klęskę i wracają „do domu". Madziarzy dokonując zniszczenia Wielkich Moraw, radykalnie zmienili układ etniczny i polityczny w basenie Dunaju, określając w ten sposób przyszły profil tej części Europy, przyczyniając się do procesu powstawania nie tylko Węgier, ale i Czech, Chorwacji, Serbii, Polski, Austrii. W tych czasach żywot swój wiódł św. Świerad. Kiedy w 1018 roku Bolesław Chrobry opanował Małopolskę w drodze na Kijów, prawdopodobnie zniszczył działający w naszej okolicy iroszkocki ośrodek misyjny. Być może to był główny powód tego, że  Świerad wraz ze swoim uczniem Benedyktem udaje się do Nitry. O tym, że Świerad zasłużył na miano świętego dzięki swojemu pustelniczemu i misyjnemu życiu, dowiadujemy się nie od polskich dziejopisarzy, ale od Węgrów, m.in. z datowanych na rok 1064 tekstów błogosławionego Maurusa – benedyktyna i biskupa w Nitrze, który o św. Świeradzie i jego uczniu Benedykcie pisze tak: „...Przyjąwszy habit i imię Andrzej od opata Filipa, którego klasztor, zwany swswieradZobor, został założony na nitrzańskiej ziemi ku czci świętego Hipolita, męczennika, postanowił prowadzić życie pustelnicze (...) Gdy już tenże czcigodny mąż Andrzej znalazł się na pustelniczym odludziu, nieustannie praktykował posty, które wprawdzie bardzo wyniszczały ciało, ale wzmacniały jego życie duchowe. Przez trzy dni w tygodniu powstrzymywał się od wszelkiego pożywienia, pragnąc zyskać łaskawość Tego, który dla dobra ludzi stawszy się człowiekiem, pościł przez czterdzieści dni (...) spędzający każdy czterdziestodniowy post o czterdziestu daktylach, przyjmował od ojca Filipa, który mu nałożył habit, czterdzieści orzechów i, zadowalając się tym pożywieniem, z radością oczekiwał dnia Świętego Zmartwychwstania(...)W dniach postu i pozostałych, chociaż to, co jadał, nie tylko nie wystarczało do pokrzepienia ciała, ale i zmysły doprowadzało do osłabienia, jednak nigdy, z wyjątkiem czasu przeznaczonego na modlitwę, nie rezygnował on z pracy. Biorąc topór, udawał się na leśne odludzie, aby pracować. Pewnego dnia, gdy z powodu przepracowania i surowego postu, wycieńczony na ciele i zmysłach, padł omdlały, ujrzał jakiegoś młodzieńca o przepięknym wyglądzie i podobnego do anioła, który go ułożył na wozie i przewiózł do pustelni.(...) po całodziennej pracy zezwalał ciału na taki tylko odpoczynek nocny, który bardziej zasługiwał na miano tortury i udręki, niż odpoczynku. Mianowicie równo obcięty pniak dębowy otoczył plecionką, przez którą ze wszystkich stron powbijał zaostrzone kolce z trzciny. Siadał więc na tym pniu jak na krześle, aby dać odpoczynek członkom. Gdy jednak, przypadkiem, zmożone sennością ciało przechylało się w którąś stronę, ostrym kolcem boleśnie ukłute, powracało do czuwania. Ponadto na swoją głowę nakładał wykonaną z drzewa koronę, do której z czterech stron zawieszał cztery kamienie, aby uderzały go po głowie, gdyby senna przechylała się w którąś stronę.(...) Gdy już zbliżał się czas uwolnienia od ciała, przepowiedział to obecnym i polecił, żeby nie zdejmowano z niego żadnych szat, dopóki nie przybędzie opat Filip, po którego już posłał. Ów ojciec przybył, gdy czcigodne ciało leżało już martwe; rozebrawszy je do obmycia, zauważył łańcuch mosiężny, wżerający się do wnętrzności. I oto dziwna i niesłychana rzecz: łańcuch niszczący gangreną ciało wewnątrz, na zewnątrz porosły był skórą! Lecz nikt by się tego rodzaju męczeństwa nie mógł domyśleć, gdyby na brzuchu nie zauważono metalowej sprzączki. Gdy już rozpięty łańcuch wyciągano z ciała, dał się słyszeć nieprzyjemny chrzęst uszkadzanych żeber...."
Po śmierci św. Świerada, 17 lipca 1031 roku, bł. Maurus odnotował dwa wydarzenia opowiedziane mu przez opata Filipa: „Pewnego razu zbójcy, których bandy przebywają głównie na odludziu, spotkali się w borze. Gdy doszło do bijatyki, jednego spośród siebie ciężko zranili. Po przerwaniu walki, ponieważ wspólnicy nie chcieli tego rannego pozostawić w lesie, naradziwszy się, postanowili go przenieść do pustelni wspomnianego wyżej męża Andrzeja, którego sława rozniosła się szeroko. Lecz ponieważ do tego miejsca było daleko, zbójnik w drodze zmarł. Donieśli jednak ciało do pustelni i w niej je złożyli. Gdy o północy chcieli je pogrzebać, zmarły, niespodziewanie odzyskawszy życie, zaczął się podnosić. Obecni, bardzo przestraszeni, w popłochu rzucili się do ucieczki. Lecz ów zmartwychwstały wołał za nimi: 'Nie bójcie się bracia i nie uciekajcie, to święty Świerad przywrócił mnie ze śmierci do życia!' Popłakali się z radości i prosili go, aby poszedł z nimi. Ale ten im odpowiedział, że od pustelni nigdy nie odejdzie, lecz zostanie tu na zawsze, służyć Bogu i świętemu Świeradowi. Zrobił więc, jak przyrzekł i przebywał tam aż do śmierci.(...) W mieście Nitrze powieszono jakiegoś skazanego na śmierć złoczyńcę. Ale ten, uzyskawszy u miłosiernego Boga ułaskawienie, przyszedł do opata Filipa i wyjaśnił, jak przez wstawiennictwo błogosławionego Andrzeja został uwolniony. Powiedział, że po otrzymaniu wyroku nieustannie wzywał jego imienia. Gdy więc zawisł na szubienicy, natychmiast błogosławiony Andrzej podtrzymywał go swoimi rękami. A gdy wszyscy obecni, uważając go już za zmarłego, rozeszli się do domów, sam (błogosławiony) odwiązał go własnoręcznie i pozwolił odejść. O, jakże pełen zasług przed Bogiem jest ten mąż, co ukazując się naocznie, ratuje ludzi, a niewidoczny – przebywa w chórach anielskich!..."
Nic dziwnego, że polski święty z Zakliczyńskiej Ziemi stał się wkrótce patronem nawracających się zbójników i innych złoczyńców. Jak pisał inny cudzoziemiec, Tomasz Mini, już w 1045 roku król Kazimierz Odnowiciel miał w Tropiu ufundował kościół p.w. św. Świerada. Ksiądz Stanisław Pietrzak pisze, że w żywotach świętych, życiorysu św. Świerada trzeba szukać niekiedy pod zakonnym imieniem Andrzej, ale poprawnie powinien być w żywotach, w liturgii i kalendarzach nazywany tylko imieniem Świerad, tak jak nieprzerwanie od XI wieku w Tropiu oraz w najdawniejszych księgach liturgicznych w Małopolsce i za Karpatami był zwany. Samo Tropie przez jakiś czas zresztą nazywało się Święty Świerad. Uroczystości kanonizacyjne św. Świerada i jego ucznia św. Benedykta odbyły się w stolicy prymasów węgierskich w Esztergom w roku 1083. Kanonizowani byli w gronie pięciu świętych ówczesnego królestwa węgierskiego, którzy rzucili pierwsze nasiona chrześcijańskiej wiary w ziemię węgierską, a swoim przepowiadaniem i sposobem życia nawrócili ją do Boga – jak w swoim liście miał wówczas napisać papież Grzegorz VII. Kanonizowani wówczas to król węgierski Stefan, jego syn Emeryk, biskup-męczennik Gerard i nasi Pustelnicy. Relikwie św. Świerada są w katedrze nitrzańskiej, w Watykanie (poprosił o nie papież Jan Paweł II) i w Tropiu. Do Tropia ze Słowacji relikwie Świętego potajemnie przywiózł w 1958 roku redemptorysta z Tuchowa, o. Tadeusz Grodniewski – pamiętamy że to były czasy głębokiego komunizmu w Polsce i ówczesnej Czechosłowacji. Relikwie zostały uczczone w kościele w Tropiu podczas rekolekcji, które o. Grodniewski przeprowadził w 1959 roku. Dziś takie czasy, że nie tylko do Tropia jest bardzo blisko z Zakliczyna, ale i do Nitry i do Skałki nad Wagiem, gdzie Świerad miał umrzeć w pustelniczej grocie, a Benedykt został uduszony przez zbójców i zepchnięty do Wagu. Blisko jest nawet do węgierskiego Watykanu, czyli Esztergom, lub po polski - Ostrzyhomia, z piękną bazyliką św. Wojciecha nad brzegiem Dunaju. Esztergom to dziś około 30 tysięczne miasto, a onegdaj pierwsza węgierska stolica, gdzie koronowany był pierwszy węgierski król - św. Stefan. Warto o tym mówić zakliczyńskim przyjaciołom z Jászfényszaru i zabierać ich do Tropia, by zobaczyli pustelnię naszego świętego i misjonarza, który rzucił pierwsze nasiona chrześcijańskiej wiary w ziemię węgierską.

P.S. Pro domo sua

W Esztergom vel Ostrzyhomiu znajduje się fabryka samochodów japońskiego koncernu, jednego z największych pracodawców na Węgrzech. Tamże wyprodukowane zostało moje wozidełko, którym przemieszczam się m.in. do pracy, co dla historii ma nijakie znaczenie, ale dla mnie i owszem.

cdn.

Partner zakliczyninfo

Archiwum


© Oficjalny Portal Internetowy Zakliczyńskiego Centrum Kultury w Zakliczynie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wykonanie: M. Papuga. Regulamin witryny www.zakliczyninfo.pl